Aktual >> wtorek, 3 lutego 2009 14:52:29
Wracając.

Szybko rozwinęła się ta znajomość. Tak raz-dwa, jak tylko zamieniłyśmy ze sobą pierwsze słowa. Czasami po prostu się wie, tak jak miłość od pierwszego wejrzenia.
Aneczka miała ambitne plany i sporo talentu, tylko ciężko jej szło z realizacją, bo zawsze potrzebowała inspiracji. Czasami nadchodził czas, że siedziała w miejscu z zaciśniętymi oczami i nie była w stanie się poruszyć. Potem znów coś się działo- robiła dziesięć rzeczy naraz, piętnaście, sto, wszystko szło, szło, szło.
Kiedy była daleko od domu, kiedy ktoś ją popychał do przodu, zamiast trzymać za włosy w miejscu, kiedy nikt jej nie mówił uporczywie do ucha: umieraj, umrzyj, umieraj.

A mówili jej często, odkąd pamięta. Nikt się pod tym nie podpisze, oczywiście. Wszyscy zawsze chcą dla swoich dzieci jak najlepiej, dzieci są czasem głupimi cipami, dzieci mają nasrane w głowie i niepodzielność uwagi i jeśli się tego w porę z tej głowy nie wybije ręcznie, to dzieci są potem tak głupie do końca i nie umieją radzić sobie w grupie, a do tego dochodzą przecież STRESY DOROŁYCH!!!!!!!!!
Teraz pozostaje tylko konsternacja. Cóż to, pół życia spędziłem na wybijaniu głupoty z głowy mojej córeczki, tłukłem, kopałem, tłukłem, kopałem, aż sobie nawet kiedyś wybiłem palca od tego kopania, pamiętam, kopiąc poczułem nagle straszny ból, ten ból był zupełnie niesprawiedliwy i nieoczekiwany, ona tak samo głupia, może i gorzej.
Ze mną było to samo, pamiętam, to strasznie dziwne, bo ja teraz jestem zupełnie dorosły i czuję się zupełnie mądry! Wtedy też czułem się mądry, może z wyjątkiem chwil, kiedy mnie kopali, wtedy chciałem tylko umrzeć, więc i ja powiem jej, żeby umarła, w innym przypadku to będzie niesprawiedliwe, kto mi zapłaci za moje umieranie?
Aneczka czuje miłość wokół siebie. Młodsza siostra tańczy w balecie, baty dostaje rzadziej, częściej pyskuje. Aneczce pyskowanie ani w głowie, z resztą każdy sprzeciw jest odbierany jako pyskówkę. Nikt jej teraz nie bije, jest zbyt świadoma swojego ciała, mogłaby zaprotestować. W naszej rodzinie wszyscy się kochają. Zawsze wspólnie jemy posiłki. Aneczka najbardziej lubi jadać sama, bo od tych wspólnych posiłków często boli ją żołądek. Nie może się doczekać, kiedy stąd wyfrunie- co to będzie za cudowne życie, bez ciągłych zapewnień o jej głupocie, nieprzydatności i zmuszania do umierania.
komentarze [1]

Dobrze. >> niedziela, 11 stycznia 2009 22:39:53
Mylog powstał z martwych akurat na aktualizację.

Miłość.

Czym jest miłość?
Dzień był ciepły, niczym, no właśnie, dzień ciepły niczym jeden z tych letnich, które miały dopiero nadejść. Wszystkie pąki zdążyły już rozkwitnąć, magnolia obficie rzucała spacerującym różowe płatki pod nogi, dywany stokrotek pokrywały kwadraty murawy w miejskim parku koło Stawowej 13, ptaki ćwierkały wesoło, wokół czuć było rozkoszne tchnienie zbliżającego się lata i wakacji. Szłam wtedy przez ów park pogrążona w niewesołych myślach, niewzruszona temperaturą i przyrodą.
Rok to trochę długo, rok i trochę, myślałam, że takie rzeczy się nie dzieją, przynajmniej, że nie bolą tak bardzo jak na filmach.
Smętnie obserwowałam dzieci bawiące się w parku, jak wystrzelają w powietrze na huśtawkach, najpierw w górę i w dół, w górę i w dół. Ja także potrzebowałam wystrzelić w powietrze w poszukiwaniu endorfiny, w poszukiwaniu błogości, ale na huśtawki byłam już za duża. Od imprezy do imprezy, żeby się tylko z nim nie spotkać, żeby się tylko znów nie porzygać, żeby na drugi dzień zamalować sińce pod oczami podkładem. Wzięłam już chyba wszystkie dostępne mi środki przeciwbólowe, oprócz kwasów, bo się bałam i nic nie pomagało. Trzeba było to przeczekać.
Kierowałam się do centrum handlowego po nową sukienkę, bluzkę, kawałek szmaty, cokolwiek, coś ładnego. Moja irytacja była znacząca, zaplanowałam już sobie wakacje, które mieliśmy spędzić razem, najpierw górach, potem w Turcji, a tu kicha.
Miałam ochotę odwrócić się do ludzi po sklepem i wrzasnąć prosto na nich, ich dzieci, ich torby z zakupami: Nikt mnie nie kocha!
A to nie chodziło o tą miłość, tylko o pustkę w czasie.
Przymierzam. Wyglądam rewelacyjnie, proszę państwa. Wszystko leży idealnie na moim osiemnastoletnim ciele, patrzę z zadowoleniem w lustro. Olala. Piękny wiek. Piękny wiek!
Kupuję bluzkę i wyjeżdżam ruchomymi schodami na powierzchnię, aby zapalić.
Spotykam ją wtedy mimochodem, z początku nawet nie chce mi się zatrzymać, tylko wzrok podnoszę i widzę ją, w niebieskiej sukience, ręce na biodrach i stoi, stoi sobie przed sklepem i czeka na kogoś. Jej wzrok spotkał się z moim i przystanęłam. Patrzyła na mnie chciwie, natarczywie, czułam się dziwnie, nawet się nie uśmiechnęłam. Podeszła do mnie.

Nie mówić o tym spokojnie! Nie potrafię nie ubierać tego w spokojne zdania! Nie potrafię opisywać jej tak, byście byli usatysfakcjonowani, moi drodzy dorośli! Nie potrafię trzymać słów na wodzy! Nie potrafię stłumić tego, co dla niej mam!
Czym jest miłość?

komentarze [3]

Wielki powrót >> poniedziałek, 3 listopada 2008 09:51:09
I długi fragment. Obiecuję wziąć się do pracy.

Zaczynam od nowa.
Oglądam się w lustrze. Jestem dorosła. Mam pierwsze zmarszczki pod oczami. Skóra pod oczami starzeje się najszybciej. Dłonie starzeją się najszybciej. Serce?

Chciałabym zacząć zapominać twoją twarz, tak jak zapomniałam dźwięk głosu i zapach, naturalna kolej rzeczy, żebyś przestała istnieć w mojej głowie tak bardzo wyraźnie.
Czasem mnie skręca z żalu. Kiedy nie odbieram od Ciebie żadnej wiadomości. Najgorzej było na początku. Kiedy otwierałam oczy i przez chwilę wydawało mi się, że jest tak, jak dawniej, że mogę zaraz wstać, wziąć słuchawkę i wykręcić numer do Ciebie, a w słuchawce obcy głos i to nie ty, tylko ktoś inny i ja wybuchałam bezradnym płaczem, płakałam do tej obcej osoby w słuchawce, ale ona była tak samo bezradna. Cóż ona poradzi na to, że Aneczka przepadła?



Spokojnie.

Wstęp:

Nie lubię opisów przyrody na początku powieści. Właściwie nie wiadomo po co się pojawiają. Opis liścia i ścieżki, ścieżka była szara jak szara ścieżka, a liść soczyście zielony późną wiosną, a obok leciał motyl, który szturchnął zielony liść skrzydłem. I oto opis przyrody, najskromniejszy oczywiście, nie wiadomo po co się tu znalazł, skoro główny bohater po prostu przeszedł się szarą ścieżką i ani soczyście zielony liść, ani motyl nie miały tu w ogóle odegrać żadnej roli.
Mogłabym zacząć tak:
Dzień był ciepły, niczym, no właśnie, dzień ciepły niczym jeden z tych letnich, które miały dopiero nadejść. Wszystkie pąki zdążyły już rozkwitnąć, magnolia obficie rzucała spacerującym różowe płatki pod nogi, dywany stokrotek pokrywały kwadraty murawy w miejskim parku koło Stawowej 13, ptaki ćwierkały wesoło, wokół czuć było rozkoszne tchnienie zbliżającego się lata i wakacji.
Ach, był to zaiste piękny, ale nie za długi opis przyrody!
Szłam wtedy przez ów park pogrążona w niewesołych myślach, niewzruszona temperaturą i przyrodą.
Oto się stało, oto moja miłość mnie zawodzi, została zdradzona, oszukana, przepełniona goryczą. Ból wcale nie maleje przy skokach temperatury. Brakowało mi, jak już mówiłam, ciała do kochania, brakowało mi porannego smsa o treści: kocham Cię.
Miałam osiemnaście lat, pomyślcie, co to jest osiemnaście lat, to jeszcze nic, jeszcze sto razy się zakocha i odkocha, odejdzie i wróci. Ale to była wtedy moja mała osobista tragedia, którą ludzie z u p e ł n i e dorośli traktują z przymrużeniem oka, bo przecież wiadomo jaka jest dzisiejsza młodzież, co to zmienia partnerów seksualnych jak skarpetki i codziennie z kim innym i trochę z tamtym, trochę z tym.
Rok to trochę długo, rok i trochę, myślałam, że takie rzeczy się nie dzieją, przynajmniej, że nie bolą tak bardzo jak na filmach.
Chciałabym teraz nie rzygać tak słowami i opowiedzieć wszystko na spokojnie. Załóżmy, że mój odbiorca jest z u p e ł n i e dorosły i nie musi i nie chce wcale słuchać takich wypluwanych ze łzami słów, która uzna za młodzieńczy bełkot i megalomanię. Megalomania to jest to, czego młodzież ma w sobie bogate pokłady, megalomania, że coś wie, a nie wie nic i mniej niż nic i jeszcze gorzej, bo wie coś, co nijak ma się do rzeczywistości, a stanowi jedynie jego świat jego urojeń i wyobrażeń o prawdziwym życiu. O, prawdziwe życie, które znamy, tak, tak, to będzie też prawdziwe życie, kiedy staną się z u p e ł n i e dorośli i staną się częścią poznania prawdziwego życia, które wyklucza ich egoistyczne myślenie, kiedy już skończy się ich zapatrzenie w siebie i spojrzą przed siebie i na drugiego człowieka i na życie z dystansem i na w ł a s n e dzieci i ich megalomanię i wreszcie skoncentrują się na czymś, co naprawdę ma sens. Dzieci. Śmierć. Kiedy skoncentrują się na umieraniu. Dopiero wtedy można spojrzeć z dystansem na życie i ujrzeć prawdziwie ważne sprawy, które, i tylko one tak naprawdę, są tylko w życiu ważne. Dzieci, śmierć i bezinteresowna miłość do dzieci, która jest tym bardziej wartościowa, bo dzieci są takie niewdzięczne i sprawiają nam tyle bólu!
Istotnie, dorosły odbiorca nie jest naiwny i co najważniejsze! Nie jest głupi! Nie mogę więc skazywać go na ten pretensjonalny styl i tak pretensjonalnej opowieści o miłości!

komentarze [2]

Krótko. >> poniedziałek, 9 czerwca 2008 12:38:46
Ale wydaje mi się, że i tak ostatnio nikt nie czyta.

Dni mijają, farbuję włosy na czarno, robię grzywkę, uczę się, czytam książki, nic się nie dzieje. Mój chłopiec dawny prowadza się z inną dziewczyną, jeszcze inną i inną niż dwie poprzednie. Chodzę na imprezy, całuję się z Ratlerem, umawiam się z kimś tam, o niczym nie myślę, niczego się nie spodziewam, taki etap. Czasem poczuję gdzieś jej zapach, wtedy serce bije mi szybciej, czasem zobaczę się z nią na ulicy, czasem pójdziemy do kina, czy do teatru, jak wyjdzie.
Aneczka zdziwniała, zasępiła się trochę, mówi mniej. Coś ją gryzie, widzę, ale kiedy pytam, nie odpowiada. Pobladła trochę od wakacji, opalenizna zeszła, mocniej się maluje, więcej pali, wiadomo. Kocham ją tak samo mocno, ale nie sprawia mi już tej pierwotnej radości, mam nadzieję, że to przejściowe. Z resztą jej i tak to nie interesuje.
Wiesz, mówi mi, czuję, że coś się kończy.
Matura jest najważniejsza, a ja mam złe przeczucia.

komentarze [5]

Nikt >> środa, 4 czerwca 2008 20:40:47
Nikt nie wszedł w tę nienazwaną krainę, którą stworzyła, sama dla siebie, a jej największym marzeniem było nie pozostać w niej na zawsze samej. Teraz kołysze się łagodnie z wiatrem, nie pogania myśli, czasem zupełnie bezwiednie spływają jej po twarzy łzy. Nie pytam, czemu płacze, jest sporo spraw, które nie przechodzą Aneczce przez gardło, błąkają się jej po podświadomości i wyciskają banalne łzy.
O co ci chodzi, najdroższa? O ten tramwaj, co nie chodzi. Odjedzie, przyjedzie następny, facet jak tramwaj, wiesz. Nie ten i tamten nie ten, to który w końcu?
Masz mnóstwo czasu.
A ty, mówi, ty to wcale nie taka zielona w tych sprawach, czarna bielizna wystaje ci ze spodni, kiedy się pochylasz, był jeden i drugi, a ja nie wiem, nie mogę nawet się zakochać, bo bez miłości nie potrafię, bo mnie skręca z obrzydzenia, jak sobie pomyślę, że tak bez miłości można się cieleśnie poznawać, nie wiem, muszę, muszę się zakochać, to będzie dopiero.
A jak Aneczka się zakocha, TO JUŻ KONIEC.

komentarze [0]

Matura jest najważniejsza. >> wtorek, 20 maja 2008 13:26:57
Wakacje się kończą, wracamy do szkoły, każda do swojej, każda do swoich książek, każda do swoich fakultetów, każda do swoich myśli o maturze, bo już powoli zaczyna się o niej myśleć, mimowolnie.
Matura jest najważniejsza.
Mówi się o nauce bardziej, mówi się o nauce częściej, uczy się już trochę rzadziej, ale matura najważniejsza, po maturze wszystko, po wszystkim już nic.
Matura najważniejsza.
Aneczkę widuję rzadziej, częstotliwość spotkań upojnymi wieczorami spada wraz ze spadkiem częstotliwości upojnych wieczorów, nadchodzi jesień, złowroga, namiętna, złoto-bura.
Pluję teraz na tą jesień w myślach, nienawidzę jej, ona udaje, że nigdy jej nie było, inaczej nie wytrzymuje. To była najgorsza jesień, bardzo piękna z resztą, ale od niej wszystko się zaczęło i gdyby nie ta jesień, stałoby się to przy kolejnej lub nie stało wcale. Co ja mówię.
Liście zrudziały, są koloru Twoich włosów, boję się wychodzić na ulicę, bo wiem, że cię mogę nie spotkać, a nie spotykam nigdy, Aneczka na telefon, tak, przyjdę, czekam na mnie tu, czekaj na mnie tam, nie czekaj w ogóle, nie zdążę.
ASP? Kulturoznawstwo. Nie, po tym nie ma co robić. ASP. Po tym nie ma co robić. Biotechnologia, to twoja wina, że nigdy nie uczyłaś się chemii.
Kurwa, mówi Aneczka, kurwa kurwa kurwa kurwa. Życie jest cudem, a tu matura, mówię jej.
Matura jest najważniejsza.

komentarze [0]

onie. >> niedziela, 18 maja 2008 10:46:16
Nie mówimy o mnie. O moich planach. O moich włosach. O moim smutku. O moich marzeniach. O moich planach związanych z poprawianiem świata. Nie opowiadam o tym, bo nie muszę. Aneczka musi mówić o sobie, o tym, że jednak chce coś w życiu robić, naprawiać, zajmować się nim, życiem, a nie tylko sobą, bo czasem jej się wydaje, że znika gdzieś, że przepada. Łapie ją wtedy za gardło niemoc, mogłaby usiąść i tylko być, gdzieś tam, zapamiętana przez kogoś, albo nie, rozpłynąć się w powietrzu, wisieć głową w dół, albo bujać się na bezmyślności, mówi.
Ma tylko siedemnaście lat, nieprawda, prawie 18, ale nie przechodzi jej to przez gardło, zaniża swój wiek, za mało robi, jak na 18, 18 to magiczna liczba, Aneczka woli być prawie dorosła, nie dorosła, niepoważna, niedoświadczona, niewinna, choć wcale nie chce być, czasem się przyznaje, że ją własna niewinność zawstydza. A co, bo tak łatwo wpada w gniew, tak łatwo się śmieje, że i w kościele i na pogrzebie, a ludzie wszystko wiedzą i nie można ich okłamać, a to trudne i czasem pobolewa.
Idziemy sobie ulicą, Aneczka wróciła z Włoch, ma ciemniejszą skórę i więcej piegów, ma kolczyk w dolnej wardze, żeby wyglądać bardziej drapieżnie, bardziej stanowczo. Mijamy sklepy, mijamy kawiarnie, mijamy robotników, robotnicy gwizdaną za nami, Aneczka szczerzy zęby.

komentarze [1]

Już jest. >> czwartek, 3 kwietnia 2008 22:20:51
Środek lata. Aneczka ma na sobie kostium w kolorze niebieskim, jak niebo tego dnia. Ratler trzyma ją wpół i czepce coś do ucha, ona zdaje się nie słyszeć jego słów, tak bardzo się skupia na cieple jego dłoni i na tym, jak jej dobrze. Ratler boi się wypuścić ją z dłoni, jak dziecko, które po godzinach starań schwytało wreszcie konika polnego i trzyma go teraz w klatce z palców. Ratler nie ma słoika, do którego mógłby czym prędzej przełożyć swoją zdobycz, więc po kolejnym ugryzieniu rezygnuje i wypuszcza Aneczkę z objęć.
Teraz nie pada.

Aneczka delikatnie odbija się w wodzie, obserwuje swoje drżące oblicze i płacze. Obejmuję ją. Nie da rady zatrzymać czasu.
Oto cała jej tragedia, koniec romansu z życiem, Aneczka będzie tylko drapać paznokciami po twarzy i wyć.
Ważka siada nad uchem Juli, Aneczce braknie tchu z zachwytu, Jula piszczy, uderza się po głowie, ważka ucieka.

Miałam wrażenie, że się rozpłynę w powietrzu ze szczęścia, kiedy obudziłam się pierwszego dnia i zobaczyłam ją w tym samym pokoju. Nie spała, siedziała przy otwartym oknie i paliła.
Nie może przestać palić.
Kiedyś to od imprezy do imprezy, teraz paczka dziennie, kiedyś obgryzałam paznokcie, teraz palę, mówi.
Kochana moja, wyrwało mi się, ona się uśmiecha, dopala papierosa, podchodzi i wtula się we mnie, dotyka ciepłą dłonią mojej szyi, jest tak blisko, że widzę swoje odbicie w jej oczach. I tak już pozostałam.

komentarze [5]

Chwilowy brak internetu. >> niedziela, 16 marca 2008 14:24:00
Za tydzień dowalę nowym, dłuższym fragmentem.
komentarze [4]

Nieprędko. >> środa, 27 lutego 2008 11:14:14
Ostatnio wena czmycha. zanim zdążę porządnie się rozpisać. Więc na razie karmię małymi kęsami.


Nie chcesz mnie wysłuchać, odpalam kolejnego papierosa, ona też nigdy się oduczyła się takich dwóch rzeczy, palić i obgryzać paznokci do krwi, a ja coś próbuję ci wbić do łba i nie pieprzenie, tylko o tym jednym, o wsadzaniu sobie palców i pieprzeniu, mówisz do mnie z zawiścią, jakbym ci zabrała coś, co się należało tobie, a to nie ja, ani nawet on, bo to Aneczka, nikt jej nie wydziera siłą, ona sama oddaje, co ma, ale jeszcze nie teraz, nie popędzaj mnie, tak się rozkoszuję o mówieniu o niej w pąku, bo zanim rozkwitła, to zgniła, a to był taki piękny pąk, cóż to musiałby być za kwiat, sam pomyśl!

Teraz jesteśmy tam, wokół las, noc już się kończy, a ona dopiero zasypia, gładzę jej lśniące loki i utulam do snu, rzęsy jej drżą, jak skrzydła motyla, chce mi coś jeszcze powiedzieć, ale sen jej przerywa, czuję delikatne ciepło jej spokojnego oddechu i zgaduję, o czym może śnić.

komentarze [10]

... >> czwartek, 7 lutego 2008 20:55:20
Czepiam się rozpaczliwie tego krótkiego, rozkosznego czasu. Ona zapewne też często wpijała się w wspomnieniach tych gorących, upojnych dni, w końcu było to jej ostatnie lato.

Wtedy to łapiemy się za ręce, choć się znamy tak krótko, wkładamy lniane sukienki i jedziemy na kilka dni do lasu, gdzie Aneczki rodzice mają mały domek letniskowy. Jedzie z nami Ratler i Jula, Ratler zakochany w Aneczce, Aneczka nie wie i nie chce wiedzieć. Ratler cierpi po cicho, tak jak ja, ale cierpi mocniej, choć równie po cichu. Wszyscy kochają się w Aneczce i chcą jej skosztować, tak słodko pachnie, musi smakować równie dobrze.
Wszyscy wyciągają łapska ku jej zgrabnym biodrom i białym ramionom, po jej malinowy uśmiech, żeby go pożreć i ją po raz pierwszy i ostatni.
Aneczka chce wiedzieć, że tak nie jest.
Ratler kocha Aneczkę nie tylko fizycznie, przy okazji zauważa też jej liczne zalety, których nie rozumie, a zachwycają go i tak.
Gdyby Ratler dostał Aneczkę w swoje ręce, to zabrałby jej co najlepsze, a potem nosił na rękach do końca swoich dni i wybudował świątynię miłości, w drabinę do nieba i śniadanie do łóżka.
Aneczka nie chce, Ratler nie rozumie.

komentarze [2]

Przepraszam za krótkie i rzadko dodawane fragmenty. Nie umiem inaczej pisać o niej. >> piątek, 25 stycznia 2008 09:21:11
Co chce Aneczka?
Aneczka chce chłonąć od życia.
Aneczka chce, aby życie mogło chłonąć ją.

Właściwie Aneczka chce od życia śmiesznie mało, tak mało, że życie wybałusza na nią oczy i mówi: CO?
Ludzie nie mówią: co, ludzie miewają wersję, że Aneczka jest pierdolnięta, w najgorszym wypadku nawiedzona, w najlepszym dziwna.
Aneczka ma ich głęboko.
Bycie ptakiem musi być wspaniałe, mówi Aneczka, ptaki mogą latać, nie muszą się martwić, skąd wziąć pieniądze i co jest modne tej wiosny, mogą po prostu latać, brać od życia to, co najlepsze.
Ja tak bym chciała też.

Jest późna noc, a ja nie mogę spać. Piszę wtedy listy do Ciebie, choć i tak wiem, że nigdy ich nie przeczytasz, bo ja ci ich nie dam.
Piszę je do ciebie, dla siebie, pracowicie, uderzam palcami w klawiaturę, aż przychodzi moja matka, zaspana, w szlafroku i mówi, że
A do mnie nic nie dociera.

Ratler. Wracamy do domu?


komentarze [6]

Nie na rok. >> niedziela, 23 grudnia 2007 11:23:01
Nie na rok, nie na dwa, lecz na zawsze tobie ja.
Tak to szło jakoś.

Nic nie może ci się stać, zostanę tak długo, jak chcesz.
Gładzę rudawo-kasztanową czuprynę, spod której wystaje twój malinowy uśmiech. Trzymam cię w rękach i głaszczę, a ty tkwisz tak, oczy przymknięte, a na powiekach piegi.
Kocham cię. Kocham cię. I nikt o tym nie wie.

Aneczko moja, moja, moja, moja. I nikt o tym nie wie.
Ty się nie dowiesz, bo za bardzo cię kocham.

Siedzisz teraz w moim pokoju, na zielonej kanapie, w białej sukience, przeciągasz się jak kocur, królewna się nudzi, porusza paluszkami u stóp, paluszki pomalowane czerwonym lakierem, u rączek obgryzione z emocji. Moja.

Aneczka chwyta je i rozkłada na podłodze, a to klify, a to ludzie w tramwaju, a to dzieci, a to chłopiec mój niegdysiejszy z papierosem w ręku, rzeka, myszka miki w parku rozrywki, łyżeczka, pies, ogród, niebo. Marszczy nosek, to chwali, a to nie, nagle układa zdjęcia ciągiem i wymyśla historię, śmieje się, a potem milknie. Znów ogląda, a ja oglądam ją, jak ogląda.
Wybierz sobie jakieś, weź które chcesz, mówię, mam klisze i tak, więc bierz, jeśli ci się któraś podoba.
Milczy, przegląda. Odkłada na bok zdjęcie motyla na szarej, betonowej ścianie. Wyciąga zdjęcie spod spodu. Chwyta je, patrzy z bliska, wzdycha.
A to co jest, trochę pyta, ale przecież widzi.
Martwe pisklę.
Patrz, umarło, a nigdy nie latało. Patrz, umarło, zanim zaczęło żyć.
Aneczko, nie myśl o tym. Jeszcze nie.
Siadam koło niej, a ona wtula się we mnie i mówi: Wiesz, chciałabym tak

...

komentarze [4]

Przepraszam, że kazałam Wam tak długo czekać... >> czwartek, 29 listopada 2007 14:08:04
-Płakałaś?
-Przez sen.
Już się obudziłam i wiem, że tu jesteś.

Zbierałam się w sobie, żeby jej o tym powiedzieć. Nie powiedziałam nigdy. Czy to by ją uratowało? Nie sądzę. Nie sądzę, aby ona kochała mnie tak, jak ja ją, albo może nawet wcale, chłonęła tylko piękno, spijała radość, zabarwiała smutek.
Może nie rozumiała, co to znaczyło dla mnie, nie rozumiała na pewno, teraz już to wiem, dobrze, gdyby się dowiedziała, odeszłaby zapewne jeszcze szybciej. Chciałam oszczędzić jej wstydu, zakłopotania.A potem myślę, że czekała na to wyznanie, wyciągała je ze mnie, wiedziała.



Kiedy była mała, lubił przerażenie na jej twarzy, kiedy znienacka spychał ją ze schodów.

Zapomniałam już, na czym skończyłam.
Co sobie myślisz? A to i tak nie ma znaczenia.


komentarze [8]

Przepraszam, że tak krótko. Słowa błagały, żebym je zamieściła. >> środa, 26 września 2007 08:59:27
Widzę, że z napięciem oczekujesz, żebym to powiedziała. Nazwała po imieniu to, co czułam wtedy, kiedy ściskałam jej białą dłoń.
Kłamstwem byłoby, gdybym powiedziała, że jej nie kochałam. Że nie chciałam poczuć jej ciepła i bliskości. Że nie uwielbiałam jej zapachu.
Nachodziła mnie w snach, błądziła w moim umyśle, czasem wciąż czuję jej obecność, odwracam się, by znaleźć jej włosy na poduszce, znajdując pustkę.
Widzisz, to dość skomplikowane, teraz wykrzywiasz się i pytasz tak ordynarnie: czy lubię dziewczyny.
Dziewczyny, co masz na myśli, no co? Tylko ją kochałam.

Skończył się czerwiec, a Aneczka wyjechała na tydzień do Wiednia.
Umierałam. I wtedy do mnie dotarło.
komentarze [14]